Pierwsze zdjęcie, jakie świadomie przeżyłam, to zdjęcie mojej matki, jeszcze zanim mnie urodziła. Zdjęcie jest niestety czarno-białe, przez co ginie wiele szczegółów, stając się zaledwie szarymi kształtami. Światło jest miękkie i deszczowe, chyba wiosenne i najpewniej sączy się przez okno, utrzymując pokój w ledwie zauważalnym blasku. Mama siedzi przy starym radiu, takim, które miało zielone oko i dwa pokrętła – jedno do regulowania głośności, drugie do wyszukiwania stacji. To radio stało się potem towarzyszem mojego dzieciństwa i z niego dowiedziałam się o istnieniu kosmosu. Kręcenie ebonitową gałką przesuwało delikatne czułki anten i w ich zasięg trafiały rozmaite stacje – Warszawa, Londyn, Luksemburg albo Paryż. Czasami jednak dźwięk zamierał, jakby pomiędzy Pragą a Nowym Jorkiem, Moskwą a Madrytem czułki anteny natrafiały na czarne dziury. Wtedy przechodził mnie dreszcz. Wierzyłam, że poprzez to radio odzywają się do mnie inne układy słoneczne i galaktyki, które wśród trzasków i szumów wysyłają mi wiadomości, a ja nie umiem ich rozszyfrować.
(Olga Tokarczuk – początek jej wykładu noblowskiego)

Świat przed wynalezieniem koła
Świat przed wynalezieniem radia
Teraz

Field Recording – Moje nagrania terenowe

Muzyka Nieuczesana – Audycje Tomasza Misiaka w Radio Afera 98.6 MHz Poznań.

Mikrofon W Puszczy Zielonce – Niekończący się projekt dźwiękowy

Lubię motocykle. Nie lubię zlotów motocyklowych. Na pewno nie zobaczycie mnie na zlotach w Częstochowie i Licheniu. Na motocyklu trzeba myśleć, a nie się modlić. Do silnika trzeba lać dobry olej, a nie święcić wodą święconą. Musiałem to napisać, bo wkurwiają mnie te wszystkie szamańskie wygłupy. Albo jesteś motocyklistą, albo ministrantem. Albo jesteś facetem/facetką, albo jesteś pipą.

Jazda motorowerem o pojemności 50 cm3 z prędkością 30 km/h może sprawić dużo więcej frajdy niż szybka jazda Yamahą o pojemności 600 cm3. Wiem to, bo jeżdżę i jednym i drugim. Jedno jest pewne, motocykl zmienia życie. Na lepsze. Decydując się na motor trzeba przeprogramować swoje życie. Zimą, no cóż, są okresy, kiedy motocykl trzeba odstawić. Nie da się jeździć po śniegu, a przy -5 i mniej nie zajedziesz zbyt daleko, bo zamarzniesz, więc w styczniu i lutym jeżdżę niewiele. Wtedy pozostaje chodzenie pieszo (na piechotę). Samochód – nie lubię samochodów, wolę pieszo. Pod pancerzem mi duszno – cytując klasyka. W mojej stajni znajdziesz Rometa ZK 50, Junaka RS 125, Junaka M11 (320 cm3), Yamahę FZS 600. Na co dzień, do jazdy po mieście i wiosce, dosiadam RS 125. Daje wystarczającą prędkość, mało pali, dobrze się prowadzi, wszędzie wjedzie. Jest jak druga skóra. ZK 50 jest na deser, żeby poczuć o co chodzi w motorach. Fazerka dla podkręcenia ego, ale poczucie mocy w niej drzemiącej jest magiczne. Podobno może jechać powyżej 200 km/h. Wierzę na słowo. M11 to był mój pierwszy “normalny” motocykl. Jest niskiej jakości i trochę boję się nim jeździć, ale pierwsza miłość nie rdzewieje. Zostanie ze mną do końca – mojego, albo jej (znowu cytując klasyka). Na wszystkich tych motocyklach przejechałem w sumie ok. 65000 km przez 10 lat. Dopóki będę mógł podnieść nogę, żeby dosiąść rumaka, dopóty będę bratem wiatru.
LWG i ***** ***